08 października 2026 - Miłosz Smuk: mocny sezon w barwach AMO Racing Team i apetyt na więcej
Zwycięstwo w wyścigu podczas finałowej rundy Kartingowych Mistrzostw Polski w Biłgoraju, walka z międzynarodową czołówką i rozwój w roli kierowcy fabrycznego Gold Kart — Miłosz Smuk ma za sobą miesiące intensywnej pracy. Nasz zawodnik, który na polskich torach reprezentuje AMO Racing Team, ocenia sezon 2026 jako ważny krok do przodu. A przed nim jeszcze najważniejszy tegoroczny start: FIA Karting World Cup w Viterbo.
— Najważniejsze jest dla mnie to, że czuję, że jestem dzisiaj dużo lepszym i bardziej kompletnym kierowcą niż na początku roku — mówi Miłosz.
W krajowej rywalizacji Smuk ściga się w kategorii OK-N w barwach AMO Racing Team. Jednym z najlepszych weekendów tego sezonu była dla niego czwarta runda Kartingowych Mistrzostw Polski w Biłgoraju. Od początku miał tempo pozwalające walczyć o zwycięstwa i wykorzystał je w bezpośredniej rywalizacji. Jeden z wyścigów wygrał, w kolejnym zajął drugie miejsce, a całą rundę zakończył na czwartej pozycji.
Dla Miłosza był to ważny sprawdzian. Po wielu startach, podczas których musiał odrabiać straty i przebijać się przez stawkę, w Biłgoraju mógł od początku walczyć z przodu.
— Zwycięstwo w jednym wyścigu i drugie miejsce w kolejnym dały mi dużo pewności siebie. Pokazały, że jeżeli cały weekend dobrze się układa, jestem w stanie nie tylko gonić czołówkę, ale też samemu w niej jechać i walczyć o zwycięstwo — podkreśla.
Za tymi wynikami stoi również współpraca z ludźmi, którzy przygotowują sprzęt i pomagają znaleźć właściwy kierunek podczas zawodów. Miłosz szczególnie docenia pracę z naszym zespołem i Maćkiem Żukowskim.
— W Polsce bardzo dobrze współpracuje mi się z AMO Racing i Maćkiem Żukowskim. Bez ludzi, którzy pracują przy sprzęcie, nawet najlepszy kierowca nie osiągnie dobrego wyniku — zaznacza.
Sezon 2026 był dla niego także czasem intensywnej rywalizacji za granicą, przede wszystkim we Włoszech. Jako kierowca fabryczny Gold Kart uczestniczył nie tylko w zawodach, ale również w testach i rozwoju sprzętu. Praca nad ustawieniami oraz rozmowy o zachowaniu gokarta stały się istotną częścią jego zadań.
Regularne starty w mocnej stawce OK-N pozwalały sprawdzać postępy. Jednym z weekendów, które wspomina najlepiej, była runda DKM w Ampfing. Mimo że wcześniej nie znał toru, szybko odnalazł tempo i ukończył finał na czwartym miejscu, bardzo blisko podium. Gdyby mógł powtórzyć jeden tegoroczny wyścig, wybrałby właśnie ten.
— Gdy jesteś tak blisko, później analizujesz wyścig i zastanawiasz się, czy w jednym miejscu można było zrobić coś inaczej. Chętnie przejechałbym ten finał jeszcze raz i spróbował powalczyć o podium — przyznaje.
Dużo satysfakcji dała mu również Val Vibrata. Po kwalifikacjach zajmował dopiero 45. miejsce wśród 81 zawodników, a przez dalszą część weekendu musiał konsekwentnie odrabiać straty. Finał zakończył na 16. pozycji. Choć sam wynik nie oznaczał walki o podium, droga do niego wymagała wielu udanych manewrów i dobrych decyzji.
Podobnie było w Sarno. Kwalifikacje zakończył na szóstym miejscu w swojej grupie i 16. w stawce 82 kierowców. Późniejsze problemy i awaria skomplikowały weekend, ale Miłosz wywalczył awans do finału. Startując z 28. pozycji, przesunął się na 18. miejsce.
Takie wyścigi pokazały jego mocne strony: tempo wyścigowe, umiejętność wyprzedzania i spokój nawet wtedy, gdy trzeba ruszać z dalszych pól. To właśnie w podejściu do rywalizacji dostrzega jedną z największych zmian względem początku sezonu.
— Wcześniej dużo bardziej patrzyłem na pojedynczy wynik czy pozycję. Teraz lepiej rozumiem, że weekend jest długi i nawet po słabych kwalifikacjach można jeszcze bardzo dużo zrobić — tłumaczy.
Nie brakowało też trudniejszych chwil. W La Conca problem techniczny przed kwalifikacjami sprawił, że zawody rozpoczęły się od odrabiania dużych strat. Miłosz wie, jak frustrujące bywają weekendy, podczas których dobre tempo nie przekłada się na wynik. Nauczył się jednak skupiać na kolejnych zadaniach i nie pozwalać, by wcześniejsze niepowodzenie wpływało na następny wyścig.
Wśród obszarów do dalszej pracy wskazuje przede wszystkim kwalifikacje. Chce lepiej wykorzystywać nowe opony i składać idealne okrążenie dokładnie wtedy, gdy jest potrzebne. Przy wyrównanej stawce kilka setnych sekundy może oznaczać wiele miejsc, a dobra pozycja startowa ułatwia dalszą rywalizację.
Choć sezon jeszcze trwa, pojawiają się już rozmowy o przyszłości. Na 2027 rok rozważana jest zarówno dalsza jazda w kartingu, jak i spróbowanie sił w wyścigach samochodowych. Żaden kierunek nie został jeszcze przesądzony. Dla naszego zawodnika najważniejsze pozostają rozwój i możliwość rywalizacji na jak najwyższym poziomie.
Teraz całą uwagę kieruje jednak na FIA Karting World Cup w Viterbo. Ten start uważa za najważniejszy w sezonie i dopiero po nim chce dokonać pełnego podsumowania roku.
Przy tej okazji nie zapomina o osobach, które wspierają go na tej drodze. Dziękuje Gold Kart i Righetti Ridolfi za zaufanie oraz możliwość rozwoju jako kierowca fabryczny, zespołowi i mechanikom za pracę, a w Polsce AMO Racing Team i szczególnie Maćkowi Żukowskiemu. Ważne miejsce w tych podziękowaniach zajmują również rodzina, partnerzy i kibice.
— Ten sezon to nie jest praca jednej osoby. Za każdym wynikiem stoi naprawdę wiele osób i wszystkim jestem za to bardzo wdzięczny — mówi Miłosz.
Jako AMO Racing Team cieszymy się, że jesteśmy częścią tej drogi. Za nami wspólna praca i emocje na polskich torach, a przed Miłoszem kolejny wymagający sprawdzian. Trzymamy kciuki za Viterbo i za realizację jego największego kartingowego marzenia: zwycięstwo w najważniejszych międzynarodowych zawodach i polski hymn na podium!
